6 gości i 0 użytkowników
Z szacunków publikowanych przez organizacje pozarządowe wynika, że prawie trzy miliony osób pracuje w Polsce w charakterze wolontariuszy. Dzięki nim możliwe są takie akcje, jak Pogotowie Świętego Mikołaja, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, konwoje z pomocą humanitarną, akcje pomocy żywnościowej Caritas, doraźna pomoc poszkodowanym ostatnio w Katowicach, czy ruch hospicyjny. W Milanówku od 1989 r. dzięki wolontariatowi ludzi dobrej woli prowadzi się niezwykły sklepik charytatywny, którego działalność zasługuje na uwagę i naśladownictwo.
"Sklepik" - wspomina członek zarządu Towarzystwa Miłośników Milanówka, dr Barbara Kaszycka - powstał w 1989 r. z inicjatywy Sekcji Charytatywnej przy Komitecie Obywatelskim "Solidarność". Założył go Ryszard Łastówka z Władysławem Kraszewskim. Początkowo sklepik mieścił się w obecnym budynku poczty (willa Wandzin), później w budynku przychodni (róg Krakowskiej i Kościuszki), a następnie przy ul. Warszawskiej 14 (obok willi Gloria - w magazynie dawnego szpitala). Od niedawna, dzięki spółce z o.o. Jedwab Polski i jej prezesowi Jerzemu Dmochowskiemu, otrzymaliśmy do bezpłatnego użytkowania lokal przy ul. Brzozowej 1. Za co jesteśmy p. Dmochowskiemu bardzo wdzięczni.
Nasza działalność początkowo wyglądała w ten sposób, że niejaka pani Melisowa zbierała różnej wielkości kwoty na cele charytatywne od właścicieli sklepów prywatnych. Zebrane środki przekazywaliśmy potrzebującym. Później otrzymaliśmy z Francji pierwszy kontener odzieży i zorganizowaliśmy pierwszy kiermasz na werandzie willi Wandzin. Kolejny kiermasz zorganizowaliśmy w tzw. "dołku" na Fiederkiewicza. W wyniku tych doświadczeń doszliśmy do wniosku, że do tego rodzaju działalności potrzebna jest stała siedziba, otworzyliśmy więc stały punkt sprzedaży i rozdawnictwa odzieży. Zainteresowanie było bardzo duże, ponieważ w Milanówku nie było wtedy jeszcze żadnych "ciucharni". W sklepiku zatrudnialiśmy kilka emerytek będących w złych warunkach materialnych płacąc im skromne gratyfikacje, co było też rodzajem pomocy, bo ich emerytury lub renty były bardzo niskie. Obecnie cała grupa pań pełni dyżury w sklepiku całkowicie społecznie, a jest to możliwe, bo każda z nas dyżuruje raz w tygodniu i to tylko przez trzy godziny. Tak więc ciężar pracy rozłożył się na kilka osób."
W miarę nowych doświadczeń społeczne pracowniczki sklepiku postanowiły zrezygnować z przekazywania pieniędzy pojedynczym najbardziej potrzebującym osobom, ale przeznaczać je na dofinansowanie ciepłych posiłków dzieci szkolnych z rodzin znajdujących się w najtrudniejszej sytuacji materialnej. Osoby dorosłe potrzebujące pomocy kierowano do OPS-u. Po odejściu z pracy w sklepiku Ryszarda Łastówki (nawiasem mówić nadal wspomaga pracowniczki swoją radą) i śmierci Władysława Kraszewskiego całokształt administracji i prowadzenia spraw finansowych przejęła dr Barbara Kaszycka. Miałem okazję przekonać się, że dokumentacja prowadzona jest niezwykle skrupulatnie, wszystkie rozliczenia dokładnie rejestrowane. A w dokumentacji - stosy listów z podziękowaniami za przekazane dary.
"Obecnie sklepik funkcjonuje w ten sposób - mówi pani Basia - że przyjmujemy wszystko, co może być przydatne w gospodarstwie domowym, a jest jeszcze w dobrym stanie, głównie jednak przyjmujemy czystą i znajdującą się w dobrym stanie odzież. Zgłaszają się osoby, które mają do oddania np. sprawny telewizor, lodówkę, pralkę, czy meble. Wywieszamy wtedy ogłoszenie na drzwiach, co możemy zaoferować i czekamy 2-3 tygodnie. W przypadku braku chętnych przedmioty te oferenci zgłaszają do odbioru pracownikom Urzędu Miejskiego w ramach tzw. "akcji graty". Warto więc od czasu do czasu odwiedzić sklepik charytatywny przy ul. Brzozowej 1 w Milanówku, aby dowiedzieć się co nowego proponuje się za przysłowiowy grosz. Większych przedmiotów - podkreśla dr Barbara Kaszycka - nie jesteśmy w stanie magazynować. Bezpośrednio przyjmujemy do sprzedaży lub rozdawnictwa rzeczy drobne, a więc sprzęt gospodarstwa domowego (garnki, garnuszki), odzież, buty, torebki, zabawki dla dzieci, bieliznę pościelową, ręczniki, itp. Mamy duże ilości obuwia dla kobiet i to w dobrym stanie, natomiast brak jest obuwia dla mężczyzn, bo - jak się okazuje - mężczyźni noszą buty aż do całkowitego zdarcia, nie bacząc na zmieniającą się modę. Damskiego obuwia mamy bardzo dużo, w różnych kształtach i różnej wielkości. Zauważa się, że powróciła moda niskich obcasów, takie obuwie jest bowiem znacznie wygodniejsze, zdrowsze, łatwiej się w nim prowadzi samochód lub jeździ na rowerze. "
Od pani Basi dowiaduję się, że ceny są rewelacyjne. Niektórzy mówią, że szokująco niskie. Dobre, prawie nowe buty damskie, które w sklepie kosztują 260-300 zł., u nas można zakupić średnio za 10 zł. (używane kosztują 2-3 złote). Często trafiają się piękne, nader wartościowe przedmioty, które sprzedaje się za symboliczną złotówkę. "Pewnego razu - mówi pani Basia - zjawia się kobieta i przekazuje nam przepiękne futro. Zwracam jej uwagę, że jest prawie nowe. Tak, odpowiada nieznajoma, ale ja już tego futra rok nie nosiłam"! I takie futro, z firmy Pierre Cardin (!), ktoś później kupuje od nas np. za... 50 zł. To po prostu nie mieści się w głowie!"
Słysząc to wyrażam przekonanie, że sklepik z pewnością ma dużo klientów i pytam kto korzysta z zakupów, jacy ludzie i czy tylko z Milanówka? "Po pierwsze tych klientów - informuje mnie pani Basia - nie jest tak dużo, bo zbyt mało osób wie o naszym istnieniu i o rewelacyjnie niskich cenach. Natomiast korzystają najbiedniejsi, rodziny wielodzietne, nie ma tłumów, obecnie przychodzą głównie osoby z osiedla Jedwabnik, bo są najbliżej. W sklepiku zaopatrują się nie tylko milanowianie, ale i grodziszczanie. Trafiają do nas osoby z innych miejscowości. Każda z nich może coś znaleźć dla siebie i swoich bliskich. Są to osoby w różnym wieku, dość dużo jest osób starszych, wśród nich przeważają emeryci z Domu Zasłużonego Kolejarza w Milanówku. Ci ostatni otrzymują od nas wszystko całkowicie bezpłatnie."
Obecnie utargi sklepiku kształtują się w granicach od 600 do 900 złotych miesięcznie. Z tych środków możemy dofinansować tzw. dożywianie uczniów w trzech szkołach gminnych. Fundujemy średnio 500 zup miesięcznie. Jak to jest realizowane w szkołach, to już w szczegółach nie wiemy, czy np. szkoła - ze środków komitetu rodzicielskiego - dopłaca do drugiego dania, czy daje potrzebującym tylko pół obiadu. Pokwitowania ze szkół są pieczołowicie rejestrowane i stanowią dowód naszej działalności.
Dowiaduję się, że sklepik charytatywny jest samodzielną jednostką społeczną, nikomu nie podlega, a działalność prowadzi 11 następujących osób: w poniedziałki - Maria Wdowiak (członek TMM) i Alicja Olszewska, we wtorki - Barbara Kaszycka, Zofia Krasnosielecka - obie panie są cżłonkami TMM, w środy - Daniela Kasprzak i Barbara Nasalska, w czwartki - Krystyna Starzyńska (cżłonek TMM), Jolanta Jackowska, w piątki - Anna Kossakowska i Barbara Kraszewska. Ponadto współpracują Iwona Froelich i Ryszard Łastówka.
Na pytanie, jakie organizatorki sklepiku mają największe potrzeby i czego ewentualnie oczekują od milanowskiej społeczności, pani Basia odpowiada: "Przydałby się nam jakiś magazynek na składowanie odzieży, bo nasze zasoby nie mieszczą się w dwóch maleńkich pokoikach. Mamy dużo towaru, który chciałybyśmy przekazać potrzebującym za tzw. symboliczną złotówkę, a w przypadku wartościowszych rzeczy za kilka, czy kilkanaście złotych.
Godna podkreślenia - kontynuuje dr Barbara Kaszycka - jest też nasza współpraca z Zakładem w Laskach. Przekazujemy tam od lat najlepszą odzież, czym m.in. zajmuje się Kawaler Uśmiechu (Syn Pułku) Lucjan Świątkowski. Wspomagamy Towarzystwo TYLKO z DARÓW MIŁOSIERDZIA w W-wie. Oni mają bardzo dużo podopiecznych w noclegowniach, jadalniach - a ponieważ my dysponowaliśmy dużą ilością odzieży, więc woziliśmy do nich tę odzież całymi samochodami.
Ostatnio przy naszym Sklepiku powstała grupa młodzieżowa, którą założyła Ania Łasówkówna, a działa w niej m.in. Agnieszka Łąka z Zespołu Szkól im. Fr. Chopina. Grupa ta współpracuje z ośrodkiem szkolno-wychowawczym w Żyrardowie, do którego przekazuje się odzież, żywność oddaną do dyspozycji tej grupy przez klientów sklepów spożywczych w Milanówku. W niektórych sklepach ustawione są koszyczki, do których można wrzucić jakieś cukierki, paczkę makaronu czy ryżu, paczkę herbaty czy ciasteczek, owoce. Za każdym razem Ośrodek Szkolno-Wychowawczy dziękuje
Sklepik współpracuje z parafialnym Bankiem Miłosierdzia przy parafii św. Jadwigi w Milanówku.
Pani Basia pokazuje mi ogromne ilości podziękowań za przekazane rzeczy od różnych instytucji charytatywnych, m.in. z Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi Zakład dla Niewidomych Dzieci w Laskach. Podkreśla, że dobrze układa się współpraca z milanowskim OPS-em, który kieruje do sklepiku osoby z określonymi potrzebami. I te potrzeby w miarę możliwości są realizowane. "Po spaleniu się Domu Piekarskiego - mówi dr Kaszycka - potrzebującym udostępniliśmy niezbędną odzież i przedmioty codziennego użytku. Przekazujemy duże ilości odzieży dla Towarzystwa TYLKO Z DARÓW przy ul. Żytniej w W-wie. Co roku przekazujemy ogromne ilości odzieży PCK, bo nie byliśmy już w stanie nadal gromadzić tego w naszych skromnych pomieszczeniach.
Jeśli chodzi o nietypowe działania, to np. płaciliśmy za operację czyjegoś oka, jakiejś staruszce za remont mieszkania. Każde tego rodzaju działanie jest zaprotokołowane. W czasie, kiedy żył Wł. Kraszewski, to pisał ludziom różne podania, jeździł do W-wy coś załatwiać, jakieś renty, odszkodowania.
*
Ta zasługująca na uznanie działalność została uhonorowana w 2005 roku przyznaniem Milanowskiego Liścia Dębu, który kapituła tego odznaczenia pod wodzą burmistrza Jerzego Wysockiego przyznała dr Barbarze Kaszyckiej z zaznaczeniem, że jest to wyraz uznania dla działalności charytatywnej tej zasłużonej społeczniczki również w parafii św. Jadwigi Śląskiej.
Zainteresowanych, również spoza Milanówka zapraszamy do "sklepiku charytatywnego" przy ul. Brzozowej 1 od poniedziałku do piątku w godzinach od 10.00 do 16.00. I życzymy udanych zakupów za przysłowiowy "grosz".


