Tematy
Aktualności
Kalendarz wydarzeń
Historia Milanówka
O Milanówku
Książki TMM
Filmy nt. Milanówka
Pocztówki TMM
O Mazowszu
Plan miasta
Koło Fotograficzne
Galeria
Honorowi Członkowie
Jak wstąpić do TMM
Składki członkowskie
Sklep Charytatywny
Konto bankowe TMM
Newsletter
Statystyki
Aktualnie online: 8 osób
8 gości i 0 użytkowników
8 gości i 0 użytkowników
Ocalić od zapomnienia
admin | 2007-10-01 11:17:35 |
Nowa Prywatna Szkoła Podstawowa w Milanówku
ul. Brzozowa 1
serdecznie zaprasza do wzięcia udziału
w Powiatowym Konkursie Plastyczno-Literackim
„Ocalić od zapomnienia”
Konkurs organizowany od początku istnienia naszej szkoły
skierowany jest do młodzieży klas starszych szkoły podstawowej
oraz gimnazjalistów.
*
Idea konkursu
Na terenie gmin: Milanówka, Grodziska Mazowieckiego, Brwinowa,
Podkowy Leśnej, Nadarzyna i innych gmin Mazowsza
jest wiele zaniedbanych, czasem wręcz zrujnowanych obiektów architektury.
Zdewastowane przez ludzi – zachowały jeszcze ślady urody.
Inne opuszczone przez użytkowników,
zostały wzięte we władanie przez przyrodę.
Utrwalmy te miejsca, namalujmy je, opiszmy.
Zwróćmy na nie uwagę, póki jeszcze istnieją – a może
przyczynimy się do ich ocalenia.
Każda edycja konkursu zakończona jest uroczystym wernisażem wystawy nagrodzonych prac.
Koordynatorkami konkursu z ramienia szkoły są:
Agnieszka Krzysiak i Jolanta Marciniak.
Regulamin konkursu znajduje się w sekretariatach szkół oraz na stronie Nowej Prywatnej Szkoły Podstawowej
www.nowaszkola.edu.pl
ul. Brzozowa 1
serdecznie zaprasza do wzięcia udziału
w Powiatowym Konkursie Plastyczno-Literackim
„Ocalić od zapomnienia”
Konkurs organizowany od początku istnienia naszej szkoły
skierowany jest do młodzieży klas starszych szkoły podstawowej
oraz gimnazjalistów.
*
Idea konkursu
Na terenie gmin: Milanówka, Grodziska Mazowieckiego, Brwinowa,
Podkowy Leśnej, Nadarzyna i innych gmin Mazowsza
jest wiele zaniedbanych, czasem wręcz zrujnowanych obiektów architektury.
Zdewastowane przez ludzi – zachowały jeszcze ślady urody.
Inne opuszczone przez użytkowników,
zostały wzięte we władanie przez przyrodę.
Utrwalmy te miejsca, namalujmy je, opiszmy.
Zwróćmy na nie uwagę, póki jeszcze istnieją – a może
przyczynimy się do ich ocalenia.
Każda edycja konkursu zakończona jest uroczystym wernisażem wystawy nagrodzonych prac.
Koordynatorkami konkursu z ramienia szkoły są:
Agnieszka Krzysiak i Jolanta Marciniak.
Regulamin konkursu znajduje się w sekretariatach szkół oraz na stronie Nowej Prywatnej Szkoły Podstawowej
www.nowaszkola.edu.pl
Dziennik osobisty - 1939-1945 (cz. 4)
Anna Teresa Hładowska | 2007-09-30 10:49:44 |
© Copyright by Towarzystwo Miłośników Milanówka
Wszelkie prawa zastrzeżone! Prosimy nie kopiować!
1.05.1941 - Już 1 maja, nie można poznać, że to wiosna. Leje bez ustanku, śnieg też spadł. 25 kwietnia chodziłam z Krysią na łąkę po zawilce i inne wiosenne kwiatki. Jeżdżę też systematycznie do Warszawy wożąc chleb i kaszę.
Zanosi się na działania wojenne. Przez Milanówek przejeżdżają pociągi za pociągami załadowane karabinami maszynowymi, działami przeciwlotniczymi, armatami i samochodami. Transporty jadą na Wschód. Wujek Władek pisał, że w Więckowicach pełno wojska i kopią okopy (rejon Jarosławia). Do Milanówka przyjechało 3000 wojska1. Jest obowiązek zaciemniania okien.
W szkole zbieraliśmy pieniądze na imieniny pana Zygmunta Putkiewicza.
W szkole mamy nauczyciela p. Stanisława Martynowskiego - nauczyciela śpiewu, wręczałam mu laurkę w imieniu całej klasy. Po południu składałam życzenia wujkowi Stasiowi Taturowi i wręczyłam 0,25 kg cukru jako upominek. Chodzę codziennie na nabożeństwa majowe i wszystkie modlitwy ofiarowuję za Romka Ostaszewskiego, aby powrócił z łagrów.2 Tak bardzo martwimy się wszyscy o niego, czy żyje?
15.V.1941 r. - Dziś mamusi imieniny. Rano zasłałam stół serwetą i płożyłam laurkę z prezentami. Gdy mamusia wstała, mówiłam wiersz własnego układu następnie dałam pudełko czekoladek, od tatusia była butelka wina i narcyzy, ulubione kwiaty mamusi. Wieczorem przyszła p. Sikorska i inni goście i była gorąca kolacja.
22.V.1941 r. - Sklep prosperuje teraz dobrze. Kupiłam sobie drewniaki, zupełnie dobrze w nich się chodzi. Jeżdżę co drugi dzień do Warszawy. W Warszawie jest teraz mnóstwo niemieckiego wojska. Przez Aleje Jerozolimskie idą całe pułki, aby przejść przez ulicę trzeba czekać co najmniej 15 minut.
12.VI.1941 r. - Dziś poszłam zapisać się do Szkoły Handlowej. Trzeba będzie zdawać egzamin i płacić czesne 70 zł wpisowe 30 złotych a egzamin 25 zł. Bardzo dużo to wszystko wynosi, ale młodzież otrzymuje legitymacje, które często chronią przed wywózką do Niemiec na roboty.
22.VI.1941 r. - Dziś wybuchła wojna o godz. 3-ciej w nocy między Związkiem Radzieckim a Niemcami. W Milanówku i w całej Generalnej Guberni kazali kopać rowy, schrony i zaciemniać wieczorem okna.
Wczoraj tzn. w sobotę wywiesili plakaty, aby ludność polska rejestrowała się miedzy godz.14.00 a 16.00 w wieku od 14 do 60 lat.
23.VI.1941 r. – Słychać było odgłosy bitew czy bombardowań. Chodzą wersje, że Niemcy zajęli Brześć n/Bugiem i Przemyśl a Moskale odchodząc palą wszystko i niszczą nasze ziemie. Między godz. 6-ą a 7-ą została zbombardowana Warszawa Okęcie, most Poniatowskiego, Dworzec Wschodni.
28.VI.1941 r. - Zakończenie roku szkolnego. Już od tygodnia cała nasza klasa składała mąkę, cukier, jajka i pieniądze. Jest taka tradycja, że gdy 7-ma klasa opuszcza szkołę, to urządza pożegnalną herbatkę. Moja mamusia upiekła całą skrzynkę ciastek. P. Putkiewicz przywiózł chleb z Warszawy, w Milanówku kupiliśmy wędliny. O godz. 10.00 cała szkoła poszła na mszę św. Po mszy pan wybrał delegatów - mnie i Krysię Biegajczyk oraz Kazika Brodowicza, abyśmy zaprosili gości na naszą uroczystość. Poszliśmy do Proboszcza ks. Modzelewskiego i do ks. Prefekta Bączka a następnie zaprosiliśmy całe grono nauczycielskie na godz. 3 po południu. Ja z koleżankami i kolegami ustawiliśmy stoły i stołki i robiliśmy kanapki. Bardzo dużo było kanapek i ciasta, były nawet truskawki. Kanapki były z kiełbasą, pasztetówką i rzodkiewkami. Gdy już wszystko było gotowe przyszli goście.
W czasie podwieczorku były wygłoszone przemowy przez kilka dziewczynek, następnie przemawiał p. Kierownik i ks. Proboszcz . Pan kierownik Uniejowski mówił, że w nas młodzieży została nadzieja wyzwolenia ojczyzny, że musimy się starać nienagannym zachowaniem i w nauce robić postępy aby nie gnębić narodu złymi postępkami. Ksiądz zaczął przemowę od tych słów: „Piękne są u was kwiaty na stołach, smaczne ciastka i kanapki ale najpiękniejsza jest chwila, którą przeżywamy itd.” Następnie zostały rozdane cenzury, otrzymałam bardzo dobrą cenzurę, bo miałam tylko jedną czwórkę z rysunku. Gdy goście rozeszli się, posprzątaliśmy i poszliśmy grać w piłkę. Tak zakończył się rok szkolny i 7 lat nauki. Wróciłam o 7 do domu. Bardzo żałowałam p. Putkiewicza, że nie będzie nas uczyć.
2.VII.1941 r. - Przeżywam obecnie bardzo ważne chwile. Zdaję do Gimnazjum, ewentualnie do Szkoły Handlowej, Wczoraj we wtorek był egzamin ustny a w poniedziałek pisemny. Na egzaminie pisemnym z polskiego było wypracowanie do wyboru, pt. „Praca w moim ogródku”, „Jakie znam obyczaje wsi”, „Jakiego człowieka mogę nazwać bohaterem”. Na egzaminie ustnym odpowiadałam z arytmetyki, polskiego, przyrody i geografii. W klasie były poustawiane stoliki i przy każdym z nich trzeba było odpowiadać.
26.VII.1941 r. - Dziś moje imieniny, ale nie były tak wesołe jak w latach ubiegłych. W nocy do piwnicy weszli złodzieje i ukradli cały obiad, masło i jarzyny. Rano byłam w kościele u komunii św. Gdy wróciłam zastałam mały stolik zastawiony prezentami. Otrzymałam 50 zł na wpisowe do szkoły, spinki do warkoczy, książkę do nauki języka niemieckiego.
Wszelkie prawa zastrzeżone! Prosimy nie kopiować!
1.05.1941 - Już 1 maja, nie można poznać, że to wiosna. Leje bez ustanku, śnieg też spadł. 25 kwietnia chodziłam z Krysią na łąkę po zawilce i inne wiosenne kwiatki. Jeżdżę też systematycznie do Warszawy wożąc chleb i kaszę.
Zanosi się na działania wojenne. Przez Milanówek przejeżdżają pociągi za pociągami załadowane karabinami maszynowymi, działami przeciwlotniczymi, armatami i samochodami. Transporty jadą na Wschód. Wujek Władek pisał, że w Więckowicach pełno wojska i kopią okopy (rejon Jarosławia). Do Milanówka przyjechało 3000 wojska1. Jest obowiązek zaciemniania okien.
W szkole zbieraliśmy pieniądze na imieniny pana Zygmunta Putkiewicza.
W szkole mamy nauczyciela p. Stanisława Martynowskiego - nauczyciela śpiewu, wręczałam mu laurkę w imieniu całej klasy. Po południu składałam życzenia wujkowi Stasiowi Taturowi i wręczyłam 0,25 kg cukru jako upominek. Chodzę codziennie na nabożeństwa majowe i wszystkie modlitwy ofiarowuję za Romka Ostaszewskiego, aby powrócił z łagrów.2 Tak bardzo martwimy się wszyscy o niego, czy żyje?
15.V.1941 r. - Dziś mamusi imieniny. Rano zasłałam stół serwetą i płożyłam laurkę z prezentami. Gdy mamusia wstała, mówiłam wiersz własnego układu następnie dałam pudełko czekoladek, od tatusia była butelka wina i narcyzy, ulubione kwiaty mamusi. Wieczorem przyszła p. Sikorska i inni goście i była gorąca kolacja.
22.V.1941 r. - Sklep prosperuje teraz dobrze. Kupiłam sobie drewniaki, zupełnie dobrze w nich się chodzi. Jeżdżę co drugi dzień do Warszawy. W Warszawie jest teraz mnóstwo niemieckiego wojska. Przez Aleje Jerozolimskie idą całe pułki, aby przejść przez ulicę trzeba czekać co najmniej 15 minut.
12.VI.1941 r. - Dziś poszłam zapisać się do Szkoły Handlowej. Trzeba będzie zdawać egzamin i płacić czesne 70 zł wpisowe 30 złotych a egzamin 25 zł. Bardzo dużo to wszystko wynosi, ale młodzież otrzymuje legitymacje, które często chronią przed wywózką do Niemiec na roboty.
22.VI.1941 r. - Dziś wybuchła wojna o godz. 3-ciej w nocy między Związkiem Radzieckim a Niemcami. W Milanówku i w całej Generalnej Guberni kazali kopać rowy, schrony i zaciemniać wieczorem okna.
Wczoraj tzn. w sobotę wywiesili plakaty, aby ludność polska rejestrowała się miedzy godz.14.00 a 16.00 w wieku od 14 do 60 lat.
23.VI.1941 r. – Słychać było odgłosy bitew czy bombardowań. Chodzą wersje, że Niemcy zajęli Brześć n/Bugiem i Przemyśl a Moskale odchodząc palą wszystko i niszczą nasze ziemie. Między godz. 6-ą a 7-ą została zbombardowana Warszawa Okęcie, most Poniatowskiego, Dworzec Wschodni.
28.VI.1941 r. - Zakończenie roku szkolnego. Już od tygodnia cała nasza klasa składała mąkę, cukier, jajka i pieniądze. Jest taka tradycja, że gdy 7-ma klasa opuszcza szkołę, to urządza pożegnalną herbatkę. Moja mamusia upiekła całą skrzynkę ciastek. P. Putkiewicz przywiózł chleb z Warszawy, w Milanówku kupiliśmy wędliny. O godz. 10.00 cała szkoła poszła na mszę św. Po mszy pan wybrał delegatów - mnie i Krysię Biegajczyk oraz Kazika Brodowicza, abyśmy zaprosili gości na naszą uroczystość. Poszliśmy do Proboszcza ks. Modzelewskiego i do ks. Prefekta Bączka a następnie zaprosiliśmy całe grono nauczycielskie na godz. 3 po południu. Ja z koleżankami i kolegami ustawiliśmy stoły i stołki i robiliśmy kanapki. Bardzo dużo było kanapek i ciasta, były nawet truskawki. Kanapki były z kiełbasą, pasztetówką i rzodkiewkami. Gdy już wszystko było gotowe przyszli goście.
W czasie podwieczorku były wygłoszone przemowy przez kilka dziewczynek, następnie przemawiał p. Kierownik i ks. Proboszcz . Pan kierownik Uniejowski mówił, że w nas młodzieży została nadzieja wyzwolenia ojczyzny, że musimy się starać nienagannym zachowaniem i w nauce robić postępy aby nie gnębić narodu złymi postępkami. Ksiądz zaczął przemowę od tych słów: „Piękne są u was kwiaty na stołach, smaczne ciastka i kanapki ale najpiękniejsza jest chwila, którą przeżywamy itd.” Następnie zostały rozdane cenzury, otrzymałam bardzo dobrą cenzurę, bo miałam tylko jedną czwórkę z rysunku. Gdy goście rozeszli się, posprzątaliśmy i poszliśmy grać w piłkę. Tak zakończył się rok szkolny i 7 lat nauki. Wróciłam o 7 do domu. Bardzo żałowałam p. Putkiewicza, że nie będzie nas uczyć.
2.VII.1941 r. - Przeżywam obecnie bardzo ważne chwile. Zdaję do Gimnazjum, ewentualnie do Szkoły Handlowej, Wczoraj we wtorek był egzamin ustny a w poniedziałek pisemny. Na egzaminie pisemnym z polskiego było wypracowanie do wyboru, pt. „Praca w moim ogródku”, „Jakie znam obyczaje wsi”, „Jakiego człowieka mogę nazwać bohaterem”. Na egzaminie ustnym odpowiadałam z arytmetyki, polskiego, przyrody i geografii. W klasie były poustawiane stoliki i przy każdym z nich trzeba było odpowiadać.
26.VII.1941 r. - Dziś moje imieniny, ale nie były tak wesołe jak w latach ubiegłych. W nocy do piwnicy weszli złodzieje i ukradli cały obiad, masło i jarzyny. Rano byłam w kościele u komunii św. Gdy wróciłam zastałam mały stolik zastawiony prezentami. Otrzymałam 50 zł na wpisowe do szkoły, spinki do warkoczy, książkę do nauki języka niemieckiego.
Zmarł doc. dr hab. Władysław Nowakowski
admin | 2007-09-28 14:35:05 |
Z głębokim żalem zawiadamiamy, że
22 września 2007 r.
zmarł
doc. dr hab. Władysław Nowakowski
prezes
Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Błońskiej
od pierwszej kadencji (1973) do chwili obecnej.
Organizator lub współorganizator wielu działań
podejmowanych przez Towarzystwo,
wielki społecznik
zasłużony dla miasta i ziemi błońskiej.
Pogrzeb odbędzie się w Błoniu
2 października 2007 r. o godz. 13.00
w miejscowym kościele
Zarząd
Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Błońskiej
*
Z wielkim żalem przyjęliśmy wiadomość
o śmierci prezesa Władysława Nowakowskiego.
Kilkakrotnie spotykaliśmy się z Nim na naradach regionalistów,
wymienialiśmy doświadczenia.
Był bez wątpienia człowiekiem niezwykle przyjaznym, serdecznym,
działaczem, który przyczynił się do wielkiej popularyzacji
historii Błonia.
Łączymy się w smutku z Rodziną i z naszymi przyjaciółmi
z Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Błońskiej.
Cześć Jego Pamięci!
22 września 2007 r.
zmarł
doc. dr hab. Władysław Nowakowski
prezes
Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Błońskiej
od pierwszej kadencji (1973) do chwili obecnej.
Organizator lub współorganizator wielu działań
podejmowanych przez Towarzystwo,
wielki społecznik
zasłużony dla miasta i ziemi błońskiej.
Pogrzeb odbędzie się w Błoniu
2 października 2007 r. o godz. 13.00
w miejscowym kościele
Zarząd
Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Błońskiej
*
Z wielkim żalem przyjęliśmy wiadomość
o śmierci prezesa Władysława Nowakowskiego.
Kilkakrotnie spotykaliśmy się z Nim na naradach regionalistów,
wymienialiśmy doświadczenia.
Był bez wątpienia człowiekiem niezwykle przyjaznym, serdecznym,
działaczem, który przyczynił się do wielkiej popularyzacji
historii Błonia.
Łączymy się w smutku z Rodziną i z naszymi przyjaciółmi
z Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Błońskiej.
Cześć Jego Pamięci!
Dziennik osobisty - 1939-1945 (cz. 3)
Anna Teresa Hładowska | 2007-09-23 23:58:12 |
© Copyright by Towarzystwo Miłośników Milanówka
Wszelkie prawa zastrzeżone! Prosimy nie kopiować!
26.11.1940 r. – Dziś nasz sklep otrzymał przydział na prowadzenie sprzedaży kartkowej. Przydział do naszego sklepu otrzymało 300 osób. Jest to wielka praca dla nas. Każdej osobie trzeba wpisać imię i nazwisko. Wycinane odcinki trzeba naklejać na duże arkusze papieru i trzeba wyliczyć się z otrzymanego przydziału i rozdanego chleba. Przydział chleba wynosi 0,25 kg na osobę. Gdy jest chleb to w sklepie jest gwałt i tumult, ludzie tłoczą się, ale też narzekają, że chleb jest zły, gliniasty, zła waga, krzyczą „prędzej bo obiad mam na kuchni”, dzieci płaczą itd. Gdy tego wszystkiego człowiek nasłucha się, to głowa pęka a muszę w sklepie pomagać, choć tego nie cierpię.
8.12.1940 r. - Dziś przyszła kartka od wuja Władka Jadźwińskiego1 oraz paczka z pantoflami (czarne z czerwoną obwódką na słupku) z których jestem szalenie dumna i taka radość.
Była dziś klasówka z arytmetyki, dostałam piątkę!
16.12.1940 r. – Byliśmy z cała klasą u spowiedzi, a właściwie to była cała szkoła. Był to ostatni dzień przed świętami, przyszliśmy połamać się opłatkiem. Koleżanki i koledzy dali sobie nawzajem upominki, które św. Mikołaj rozdawał. Ja otrzymałam cukiernicę, parę cukierków i ołóweczek do notatnika. Następnie dzieliliśmy się opłatkiem między sobą i z panem wychowawcą. Na końcu zostały rozdane cenzury.
26.12.1940 r. – Już święta. Wigilią byłam zaaferowana i nie mogłam jeść, choinka i upominki … fascynowały mnie. Dostałam książkę „Irenka ma 13 lat”, pastę do zębów… i spinki do warkoczy. W pierwszy dzień świąt byliśmy u cioci i wujka Stasia, było świetne przyjęcie, a w następnym dniu zrewanżowaliśmy się. Na obiad był… fałszywy zając i herbata z ciastem, zupa fasolowa, następnie kompot z ciastem. Wieczorem ja z tatusiem śpiewaliśmy kolędy na dwa głosy i zaświeciliśmy świeczki.
Szczęśliwego Nowego Roku 1941
8.1.1941 r. - Dziś byliśmy pierwszy raz w szkole po feriach świątecznych. Miło było spotkać się ze wszystkimi po dwutygodniowej przerwie.
18.1.1941 r. - Nie chodziliśmy do szkoły, bo nie było czym palić. Otrzymałam kartkę na buty i kupiłam czarne pantofle. Mamusia też otrzymała kartkę na buty, ale jeszcze nie obstalowała. Jeżdżę teraz co tydzień do Warszawy. Między innymi przywożę 5 kg marmolady.
4.III.1941 r. - Były imieniny p. Uniejewskiego. Złożyliśmy się i kupiliśmy laurkę i kwiaty a jedna z koleżanek wygłosiła piękny wiersz.
15.IV.1941 r. - Już po świętach Wielkiejnocy, wypadły 13 kwietnia. W Palmową Niedzielę święciłam palmę własnej roboty, chodziłam nad tory kolejowe z Krysią Biegajczyk po bazie, a barwinek miałam z klombu gminnego.
7-go marca zabili Igosyma, więc są wielkie obostrzenia, na ulicy wolno przebywać tylko do 20-tej. Rozpoczęłam naukę języka niemieckiego, lekcje mam z jednym panem dwa razy w tygodniu, lekcja kosztuje 75 groszy.
W Wielki Piątek chodziłam się modlić do Grobu Chrystusa, był pięknie ubrany kwiatami, tylko nie śpiewały kanarki i nie było straży. Przychodzili też żołnierze niemieccy modlić się.
W pierwszy dzień świąt byli u nas goście, cała rodzinka, w drugi dzień byliśmy u cioci Heli. Cały czas padał deszcz. Byłam też z rodzicami u Boby.2
W Wielką Sobotę mieliśmy w sklepie przygodę, wieczorem weszło do sklepu dwóch pijanych żołnierzy niemieckich. Przynieśli butelkę wina i częstowali nas. Jeden wlazł za ladę i chciał kiełbasy. Dopiero drugi bardziej trzeźwy przestawił zegarek na 22-gą godzinę i jakoś wyciągnął swego koleżkę.
20.IV.1941 r. - Niedziela, wczoraj jeździłam do Warszawy. Woziłam tam chleb i kaszę, zarobiłem na czysto 12 zł. Dostałam też zamówienie na 10 kg krówek Pomorskiego. Będę teraz wozić krówki, kaszę i chleb.
21.04.1941 r. - Wojska niemieckie zajęły Jugosławię. W Warszawie jest teraz dużo Niemek w mundurach. Szkoła rozpoczęła się 18 kwietnia.
Uwaga! Już wkrótce dalsze części „dziennika osobistego”. Cały ”dziennik” jest sukcesywnie weryfikowany z Autorką, która udostępniła nam do publikacji w książce wiele interesujących zdjęć.
Wszelkie prawa zastrzeżone! Prosimy nie kopiować!
26.11.1940 r. – Dziś nasz sklep otrzymał przydział na prowadzenie sprzedaży kartkowej. Przydział do naszego sklepu otrzymało 300 osób. Jest to wielka praca dla nas. Każdej osobie trzeba wpisać imię i nazwisko. Wycinane odcinki trzeba naklejać na duże arkusze papieru i trzeba wyliczyć się z otrzymanego przydziału i rozdanego chleba. Przydział chleba wynosi 0,25 kg na osobę. Gdy jest chleb to w sklepie jest gwałt i tumult, ludzie tłoczą się, ale też narzekają, że chleb jest zły, gliniasty, zła waga, krzyczą „prędzej bo obiad mam na kuchni”, dzieci płaczą itd. Gdy tego wszystkiego człowiek nasłucha się, to głowa pęka a muszę w sklepie pomagać, choć tego nie cierpię.
8.12.1940 r. - Dziś przyszła kartka od wuja Władka Jadźwińskiego1 oraz paczka z pantoflami (czarne z czerwoną obwódką na słupku) z których jestem szalenie dumna i taka radość.
Była dziś klasówka z arytmetyki, dostałam piątkę!
16.12.1940 r. – Byliśmy z cała klasą u spowiedzi, a właściwie to była cała szkoła. Był to ostatni dzień przed świętami, przyszliśmy połamać się opłatkiem. Koleżanki i koledzy dali sobie nawzajem upominki, które św. Mikołaj rozdawał. Ja otrzymałam cukiernicę, parę cukierków i ołóweczek do notatnika. Następnie dzieliliśmy się opłatkiem między sobą i z panem wychowawcą. Na końcu zostały rozdane cenzury.
26.12.1940 r. – Już święta. Wigilią byłam zaaferowana i nie mogłam jeść, choinka i upominki … fascynowały mnie. Dostałam książkę „Irenka ma 13 lat”, pastę do zębów… i spinki do warkoczy. W pierwszy dzień świąt byliśmy u cioci i wujka Stasia, było świetne przyjęcie, a w następnym dniu zrewanżowaliśmy się. Na obiad był… fałszywy zając i herbata z ciastem, zupa fasolowa, następnie kompot z ciastem. Wieczorem ja z tatusiem śpiewaliśmy kolędy na dwa głosy i zaświeciliśmy świeczki.
Szczęśliwego Nowego Roku 1941
8.1.1941 r. - Dziś byliśmy pierwszy raz w szkole po feriach świątecznych. Miło było spotkać się ze wszystkimi po dwutygodniowej przerwie.
18.1.1941 r. - Nie chodziliśmy do szkoły, bo nie było czym palić. Otrzymałam kartkę na buty i kupiłam czarne pantofle. Mamusia też otrzymała kartkę na buty, ale jeszcze nie obstalowała. Jeżdżę teraz co tydzień do Warszawy. Między innymi przywożę 5 kg marmolady.
4.III.1941 r. - Były imieniny p. Uniejewskiego. Złożyliśmy się i kupiliśmy laurkę i kwiaty a jedna z koleżanek wygłosiła piękny wiersz.
15.IV.1941 r. - Już po świętach Wielkiejnocy, wypadły 13 kwietnia. W Palmową Niedzielę święciłam palmę własnej roboty, chodziłam nad tory kolejowe z Krysią Biegajczyk po bazie, a barwinek miałam z klombu gminnego.
7-go marca zabili Igosyma, więc są wielkie obostrzenia, na ulicy wolno przebywać tylko do 20-tej. Rozpoczęłam naukę języka niemieckiego, lekcje mam z jednym panem dwa razy w tygodniu, lekcja kosztuje 75 groszy.
W Wielki Piątek chodziłam się modlić do Grobu Chrystusa, był pięknie ubrany kwiatami, tylko nie śpiewały kanarki i nie było straży. Przychodzili też żołnierze niemieccy modlić się.
W pierwszy dzień świąt byli u nas goście, cała rodzinka, w drugi dzień byliśmy u cioci Heli. Cały czas padał deszcz. Byłam też z rodzicami u Boby.2
W Wielką Sobotę mieliśmy w sklepie przygodę, wieczorem weszło do sklepu dwóch pijanych żołnierzy niemieckich. Przynieśli butelkę wina i częstowali nas. Jeden wlazł za ladę i chciał kiełbasy. Dopiero drugi bardziej trzeźwy przestawił zegarek na 22-gą godzinę i jakoś wyciągnął swego koleżkę.
20.IV.1941 r. - Niedziela, wczoraj jeździłam do Warszawy. Woziłam tam chleb i kaszę, zarobiłem na czysto 12 zł. Dostałam też zamówienie na 10 kg krówek Pomorskiego. Będę teraz wozić krówki, kaszę i chleb.
21.04.1941 r. - Wojska niemieckie zajęły Jugosławię. W Warszawie jest teraz dużo Niemek w mundurach. Szkoła rozpoczęła się 18 kwietnia.
Uwaga! Już wkrótce dalsze części „dziennika osobistego”. Cały ”dziennik” jest sukcesywnie weryfikowany z Autorką, która udostępniła nam do publikacji w książce wiele interesujących zdjęć.
Aby lepiej zrozumieć sztukę Jana Szczepkowskiego
admin | 2007-09-23 17:34:57 |
Akurat, kiedy tak głośno jest w naszym mieście o sztuce Jana Szczepkowskiego, na półkach księgarni w Milanówku pojawiła się książka Joanny Hübner-Wojciechowskiej, przewodnik dla kolekcjonerów - ART DECO. Nie omieszkałem sfotografować okładkę i zaproponować coś, co z Milanówkiem jest głęboko związane, a dotyczy oczywiście sztuki.

Poleca
M. Koszuta
M. Koszuta



