Tematy
Aktualności
Kalendarz wydarzeń
Historia Milanówka
O Milanówku
Książki TMM
Filmy nt. Milanówka
Pocztówki TMM
O Mazowszu
Plan miasta
Koło Fotograficzne
Galeria
Honorowi Członkowie
Jak wstąpić do TMM
Składki członkowskie
Sklep Charytatywny
Konto bankowe TMM
Newsletter
Statystyki
Aktualnie online: 5 osób
5 gości i 0 użytkowników
5 gości i 0 użytkowników
Zaproszenie dla członków TMM
admin | 2007-09-17 18:25:35 |
Zarząd TMM zaprasza członków Towarzystwa do udziału w interesującej konferencji w Muzeum Niepodległości w W-wie (Al. Solidarności 62)organizowanej przez Akademię Humanistyczną im. A. Gieysztora i Ciechanowskie Towarzystwo Naukowe na temat: „O tożsamość kulturową Mazowsza – mateczniki dziedzictwa i tradycji” w dniach 20-21 wrzesnia 2007 r.
PROGRAM 20 września
10.00 - Otwarcie konferencji 10.15 - Obrady plenarne
12.30- Prezentacje regionalne - z badań nad dziedzictwem i tradycją: towarzystwa naukowe
15.30 - zakończenie obrad pierwszego dnia
PROGRAM 21 września
10.00 - Prezentacje regionalne - ochrona, dokumentowanie i popularyzacja dziedzictwa: muzea, związki twórcze, stowarzyszenia społeczno-kulturalne
12.00-c.d. obrad
14.00 - przerwa
14.20 - Jacek Kalinowski (Dyrektor Państwowego Zespołu Pieśni i Tańca „Mazowsze") - Prezentacja: Pańsrwowy Zespół Pieśni i Tańca „Mazowsze "jako matecznik kultury
14.40 - Panel: dyskusja nt. Projektu „Mateczniki kultury Mazowsza" moderator - dr Zbigniew Ptasiewicz (uczestnicy - przedstawiciele muzeów i innych instytucji kultury, towarzystw naukowych oraz społeczno-kulturalnych)
16.30 - podsumowanie i zakończenie konferencji
PROGRAM 20 września
10.00 - Otwarcie konferencji 10.15 - Obrady plenarne
- dr Zbigniew Ptasiewicz, dr Aleksander Kociszcwski (Akademia Humanistyczna im. A. Gieysztora w Pułtusku) - referat wprowadzający: Projekt „Mateczniki kultury Mazowsza "
- Jerzy Lach (Dyrektor Departamentu Kultury, Promocji i Turystyki Urzędu Marszałkowskiego Województwa Mazowieckiego): Strategia rozwoju kultury województwa mazowieckiego
- prof. dr hab. Jerzy Damrosz (Warszawa): Rola mateczników kultury i współczesnego piśmiennictwa w tworzeniu nowego obrazu Mazowsza
- dyskusja
12.30- Prezentacje regionalne - z badań nad dziedzictwem i tradycją: towarzystwa naukowe
- dr Marian Chudzyński (Towarzystwo Naukowe Płockie): Osiągnięcia Towarzystwa Naukowego Płockiego w upowszechnianiu wiedzy o Mazowszu Płockim
- prof. dr hab. Benon Dymek (Mazowieckie Towarzystwo Naukowe): Rola Mazowieckiego Towarzystwa Naukowego w popularyzacji i krzewieniu badań naukowych w regionie
- Irena Horban (Pruszkowskie Towarzystwo Naukowo-Kulturalne): Działalność edukacyjna Prusz-kowskiego Towarzystwa Naukowo-Kulturalnego
- dr Jerzy Kijowski (Ostrołęckie Towarzystwo Naukowe im. A. Chemika): Działalność OTN im. Adama Chętnika służąca umacnianiu tożsamości kulturowej Mazowsza
- dr Marian Kalinowski (Otwockie Towarzystwo Naukowo-Kulturalne): Ziemia Osiecka wczoraj, dziś i jutro
- dr Aleksander Koeiszewski (Ciechanowskie Towarzystwo Naukowe): Z dorobku 40-lecia Ciechanowskiego Towarzystwa Naukowego
- dyskusja
15.30 - zakończenie obrad pierwszego dnia
PROGRAM 21 września
10.00 - Prezentacje regionalne - ochrona, dokumentowanie i popularyzacja dziedzictwa: muzea, związki twórcze, stowarzyszenia społeczno-kulturalne
- mgr Wanda Wierzchowska (Sokołowskie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne): Tradycje kulturowe Podlasia Nadbużańskiego
- mgr Tadeusz Sasin (Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Tłuszczańskiej/Społeczne Muzeum Ziemi Tłusz-czańskiej): Z tej ziemi i dla tej ziemi
- mgr Mirosław Zwoliński (Towarzystwo Opieki nad Zabytkami, Oddział w Czersku): Zamek w Czersku -żywa historia
- dr Remigiusz Matyjas (Zaborów): Placówki muzealne Grójecczyzny 1911-2007: sukcesy i niepowodzenia
- dr Teresa Kaczorowska (Związek Literatów Polskich - Oddział w Ciechanowie) - Kulturowe novum: Stowarzyszenie Academia Europea Sarbieviana
- dr Adam Olechowski (Towarzystwo Ziemi Czer-wińskiej): Czerwińsk i Ziemia Czerwińska w dziejach Mazowsza
12.00-c.d. obrad
- mgr Tomasz Kordala (Muzeum Mazowieckie w Płocku): prezentacja filmu pt. Stare Mazowsze -przyroda i człowiek
- mgr Maria Samsel (Muzeum Kultury Kurpiowskiej): Matecznik Kurpie
- mgr Artur Iniarski (Ciechanów): Kultura jako instrument zewnętrznej promocji miasta - przykład Ciechanowa
- mgr Mariola Borzyńska (Parafialny Oddział Akcji Katolickiej w Pomiecłfówku - parafia św. Anny w Pomiechowie): Mówię z godnością i dumą - moją rodzinną miejscowością jest Pomiechówek. Od poznania historii i kultywowania tradycji do rozwoju wartości duchowych i etycznych
- dr Andrzej Stawarz (Muzeum Niepodległości w Warszawie): „Spotkania Mistrzów Małych Ojczyzn" w Muzeum Niepodległości
- dyskusja
14.00 - przerwa
14.20 - Jacek Kalinowski (Dyrektor Państwowego Zespołu Pieśni i Tańca „Mazowsze") - Prezentacja: Pańsrwowy Zespół Pieśni i Tańca „Mazowsze "jako matecznik kultury
14.40 - Panel: dyskusja nt. Projektu „Mateczniki kultury Mazowsza" moderator - dr Zbigniew Ptasiewicz (uczestnicy - przedstawiciele muzeów i innych instytucji kultury, towarzystw naukowych oraz społeczno-kulturalnych)
16.30 - podsumowanie i zakończenie konferencji
Zaproszenie dla członków zarządu
admin | 2007-09-17 18:10:51 |
Najbliższe (jedenaste) zebranie członków Zarządu i Komisji Rewizyjnej TMM w dniu 17 października (środa) 2007, początek o godz. 17.30 – jak zwykle w siedzibie TMM, ul. Warszawska 37.
Zebranie poświęcone będzie głownie wypracowaniu programu konferencji na temat patriotyzmu w Muzeum Niepodległości w połowie listopada br. (punktem wyjścia do dyskusji będzie album fotograficzny „Letnisko Milanówek” oraz omówieniu cyklu imprez związanych ze zbliżającymi się obchodami 200 rocznicy urodzin i 160 rocznicy śmierci Fryderyka Chopina.
Zarząd podejmie też decyzję w sprawie organizacji konkursu krasomówczego.
Zebranie poświęcone będzie głownie wypracowaniu programu konferencji na temat patriotyzmu w Muzeum Niepodległości w połowie listopada br. (punktem wyjścia do dyskusji będzie album fotograficzny „Letnisko Milanówek” oraz omówieniu cyklu imprez związanych ze zbliżającymi się obchodami 200 rocznicy urodzin i 160 rocznicy śmierci Fryderyka Chopina.
Zarząd podejmie też decyzję w sprawie organizacji konkursu krasomówczego.
PREZES TMM – A. Pettyn
Dziennik osobisty - 1939-1945 (cz. 2)
admin | 2007-09-12 06:30:00 |
© Copyright by Towarzystwo Miłośników Milanówka
Wszelkie prawa zastrzeżone! Prosimy nie kopiować!
W styczniu i lutym 1940 r. - widziałyśmy przez okno wywózki ludzi na Sybir. Pozostał mi do dziś ten widok ludzi na saniach, konwojowanych przez Kozaków w papachach lub wojłokowych czapkach w szpic u góry. Wywożeni - to byli osadnicy, posiadacze ziemscy, policja i ich rodziny.
W maju 1940 r. - był jakiś układ, miedzy Niemcami a Związkiem Radzieckim. Polegał on na tym, że można było starać się o powrót do tzw. Generalnej Gubernii tym samym do Milanówka, do domu.
W Przemyślu była specjalna komisja niemiecka, która przyjmowała zgłoszenia. Po dwóch tygodniach codziennego wystawania w kilometrowej kolejce od świtu, otrzymałyśmy zezwolenie na przejazd do Przemyśla w Generalnej Guberni. Tam czekał na ludzi podstęp, mianowicie rozpoczęła się selekcja kierowania ludzi na roboty przymusowe do Niemiec. Łaźnia, odwszanie (właśnie po tym odwszeniu, śpiąc na słomie na podłodze dostałam okropnych wszy w warkoczach). Mamie i mnie udało się uratować. Ja nie miałam jeszcze 14-u lat i zezwolono nam na powrót do Milanówka.
25 maja 1940 r. - po dziewięciomiesięcznej gehennie nareszcie wróciłam do Milanówka. Zamieszkałyśmy w domu przy ul. Długiej na Chrzanowie cioci Heli Taturowej (siostry mojej mamy), gdyż nasz dom przy ul. Krasińskiego został zajęty, przez obcych ludzi, przepadły moje piękne książki z lat dziecinnych.
Warunki materialne są trudne, chleb - oczywiście czarny - na kartki 0,25kg na osobę. Wydają 2 razy w tygodniu oraz marmolada. Rano na śniadanie pijemy kawę zbożową oraz jemy ten chleb z marmoladą.
28 maja 1940 r. - zaczęłam chodzić do szkoły, pytano mnie często z różnych przedmiotów, ponieważ nie chodziłam cały rok, ale że mama dobrze mnie przygotowała przez te wszystkie miesiące, zdałam do VII klasy. Gdyby nie było wojny zdawałabym do gimnazjum i nosiłabym mundurek z niebieskim lampasem (licealiści mieli czerwone lampasy). Był to szczyt marzeń.
Dni są piękne, wieczorem chodzę na nabożeństwa majowe, kościół jest pełen ludzi.
27 czerwca 1940 r. - mama otworzyła do spółki z siostrą Marią sklep spożywczo-kolonialny przy ul. Dworskiej 60, na który trzeba było mieć z Urzędu Gminy specjalne zezwolenie, tak jak na przydział kartek spożywczych, co wiązało się z otrzymywaniem większych przydziałów artykułów spożywczych. Za sklepem w ogrodzie jest domek gdzie zamieszkamy, jest to pokój z kuchnią bez żadnych wygód (studnia żuraw a ubikacja okropna, gdzie zaraz za przepierzeniem z desek p. J. Sikorski pędzi bimber, schodzą się tam odbiorcy, znajomi i konspiratorzy.1 W tym pokoju z kuchnią mieszkamy w pięć osób - mama, tatuś, ja i dwie siostry mojej mamy. Na zimę trzeba będzie wnieść tzw. „kozę”. Jest to żelazny piecyk z rurą, którym dogrzewa się mieszkanie węglem. Słowem będzie to pełnia szczęścia. Tatuś przywozi mi do czytania piękne książki - powieści i baśnie dla młodzieży, opowiadania i geograficzne.
Brzydkie w tym roku wakacje. Deszcz leje i leje jak gdyby ubolewał nad światem. Jednak nie pomoże takie ubolewanie, bo coraz gorzej się zanosi. Od dziś nie będziemy mieli proboszcza ks. Zasady, został aresztowany, dziś wiele osób aresztowano i wywieziono (15.VII. 1940 r. ).
26 lipca 1940 r. - zawsze moje imieniny obchodziłam w Tuchli lub Więckowicach u wujka Władka (brat mamy). Na obiad były zawsze kurczaki a na podwieczorek Tort Syberyjski, największy mój przysmak, ale nie tylko mój. Lecz cóż, zagłębiać się w miłych wspomnieniach, gdy rzeczywistość jest okrutna. Byliśmy na odpuście w Grodzisku (kościół pod wezwaniem św. Anny) potem w gościnie u p. Janiny Jankowskie j, ale niestety p. Czesław Jankowski został wywieziony do Oświęcimia. Państwo Jankowscy - to przyjaciele naszej rodziny. Mają dwie córki czarnooką Bożenkę i blondynkę Teresę, wziętą z sierocińca po śmierci ich pierwszej córki Krysi (16 lat po balu w szkole dostała zapalenia płuc i tzw. galopujące suchoty).
28 lipca 1940 r. - Bardzo lubię czytać książki. Tyle jest pięknych i interesujących dzieł i utworów oraz powieści. Zagłębiam się i zapominam o wszystkim. Obecnie czytam Kornela Makuszyńskiego „Panna z mokrą głową” – „Irenka ma 15 lat”. Czytam też Ossendowskiego, Krasińskiego i Sienkiewicza. Dziś rano byłam z Hanią Bartosik u naszego ukochanego nauczyciela Wacława Wdowiaka. Ma wielką czuprynę i chodzi skromnie ubrany. Uczy mnie od V klasy. W szkole był druhem harcerzy a także ma teraz u siebie bibliotekę szkolną, aby Niemcy nie zabrali polskich książek. Reperuje je, oprawia i nadpisuje.
1 września 1940 r. – To już rok wojny. Tego dnia nikt nie wychodził na ulicę. Tyle doznaliśmy przez ten rok wstrząsających przeżyć. Szczęśliwie jesteśmy cali i zdrowi, ale dusza cierpi. Chodzę do szkoły przy ul. Kaprys do 7-mej klasy. Nasza klasa liczy 37 uczniów i mieści się na I piętrze. Mamy 8 przedmiotów - arytmetyka, jęz. polski, przyroda, higiena, religia, śpiew, roboty i gimnastyka. Bardzo wesoło jest w szkole, śmiechy, dowcipy, plotki. Uczymy się teraz z przyrody o mleku i przetworach mlecznych oraz o tłuszczach. Z polskiego uczymy się i przerabiamy „Ojca zadżumionych”.
Wrzesień 1940 r. - Pierwszy raz po wybuchu wojny byłam w Warszawie. Jakże ona się zmieniła. Dworca starego nie ma. Wszędzie widać zbrodniczą rękę wojny. Najgorsze zniszczenia są za Żelazną Bramą. Tam piętrzą się tylko czerwone cegły i sterczą kominy. Jechałam sama kolejką a na Grodzkiej spotkał mnie tatuś. Za Żelazną Bramą robiliśmy zakupy do sklepu. Kupowaliśmy pieprz, herbatę, drożdże i stynki (drobniutkie rybki w 10 kg puszkach), Mimo wojny wystawy są zapchane towarami, łakociami i ubraniami. Są też na wystawach portrety żołnierzy niemieckich, wielkie obrazy malowane na płótnie jak np. kanclerza Hitlera, Ribbentropa, Goeringa i lotników.
18 października 1940 r. - Dziś rano przyszło do szkoły paru oficerów niemieckich. Mierzyli i oglądali klasy. W szkole aż zaroiło się. Dzieci biegały jak opętane, tknięte złym przeczuciem. My tzn. 7-a klasa zebraliśmy się na górze. Chłopcy podnosili w górę krzesła i wygrażali, że nie puszczą do naszej klasy oficerów. Gdy jednak drzwi otworzyły się i weszli barczyste chłopy w siwych mundurach o ogorzałych twarzach a z nimi pan kierownik Kazimierz Uniejewski, bohaterstwo skończyło się na uprzednich pogróżkach. Uczniowie wstali i zrobiła się wielka cisza. Zaczęli mierzyć długość i szerokość klasy a wieczorem już zajęli całą szkołę a nam dali wakacje.
29 października 1940 r. - Mamy nową szkołę przy ulicy Literackiej 10 jednak nie wszystkie klasy mieszczą się u p. Piotra Borkowskiego, część została przeniesiona na plebanię. My 7-ma klasa mamy ładną małą klasę. Nasza klasa jest „na oku”, bo naprzeciwko drzwi do kancelarii i jak zaczynamy hałasować to zaraz zagląda do nas pan Uniejewski. Miejsca do grania w piłkę mamy moc, bo za domem jest cały las.
7 listopada 1940 r. - Mam kłopoty ze sklepem, komorne jeszcze nie zapłacone, utarg jest marny. Zabraniają trzymać wędliny, pieczywo, masło, mleko. Więc czym handlować?! Wszystkie te artykuły należy ukrywać, jeżeli zdecyduje się je mieć. Jeżdżę po zakupy do Warszawy. Mam legitymację szkolną, która trochę chroni przed łapanką lub kontrolą a bilet kosztuje tylko 1 zł.
Żydów w Warszawie odgradzają murem i po pewnym czasie nie będą mogli wychodzić ze swojej dzielnicy.
Wszelkie prawa zastrzeżone! Prosimy nie kopiować!
W styczniu i lutym 1940 r. - widziałyśmy przez okno wywózki ludzi na Sybir. Pozostał mi do dziś ten widok ludzi na saniach, konwojowanych przez Kozaków w papachach lub wojłokowych czapkach w szpic u góry. Wywożeni - to byli osadnicy, posiadacze ziemscy, policja i ich rodziny.
W maju 1940 r. - był jakiś układ, miedzy Niemcami a Związkiem Radzieckim. Polegał on na tym, że można było starać się o powrót do tzw. Generalnej Gubernii tym samym do Milanówka, do domu.
W Przemyślu była specjalna komisja niemiecka, która przyjmowała zgłoszenia. Po dwóch tygodniach codziennego wystawania w kilometrowej kolejce od świtu, otrzymałyśmy zezwolenie na przejazd do Przemyśla w Generalnej Guberni. Tam czekał na ludzi podstęp, mianowicie rozpoczęła się selekcja kierowania ludzi na roboty przymusowe do Niemiec. Łaźnia, odwszanie (właśnie po tym odwszeniu, śpiąc na słomie na podłodze dostałam okropnych wszy w warkoczach). Mamie i mnie udało się uratować. Ja nie miałam jeszcze 14-u lat i zezwolono nam na powrót do Milanówka.
25 maja 1940 r. - po dziewięciomiesięcznej gehennie nareszcie wróciłam do Milanówka. Zamieszkałyśmy w domu przy ul. Długiej na Chrzanowie cioci Heli Taturowej (siostry mojej mamy), gdyż nasz dom przy ul. Krasińskiego został zajęty, przez obcych ludzi, przepadły moje piękne książki z lat dziecinnych.
Warunki materialne są trudne, chleb - oczywiście czarny - na kartki 0,25kg na osobę. Wydają 2 razy w tygodniu oraz marmolada. Rano na śniadanie pijemy kawę zbożową oraz jemy ten chleb z marmoladą.
28 maja 1940 r. - zaczęłam chodzić do szkoły, pytano mnie często z różnych przedmiotów, ponieważ nie chodziłam cały rok, ale że mama dobrze mnie przygotowała przez te wszystkie miesiące, zdałam do VII klasy. Gdyby nie było wojny zdawałabym do gimnazjum i nosiłabym mundurek z niebieskim lampasem (licealiści mieli czerwone lampasy). Był to szczyt marzeń.
Dni są piękne, wieczorem chodzę na nabożeństwa majowe, kościół jest pełen ludzi.
27 czerwca 1940 r. - mama otworzyła do spółki z siostrą Marią sklep spożywczo-kolonialny przy ul. Dworskiej 60, na który trzeba było mieć z Urzędu Gminy specjalne zezwolenie, tak jak na przydział kartek spożywczych, co wiązało się z otrzymywaniem większych przydziałów artykułów spożywczych. Za sklepem w ogrodzie jest domek gdzie zamieszkamy, jest to pokój z kuchnią bez żadnych wygód (studnia żuraw a ubikacja okropna, gdzie zaraz za przepierzeniem z desek p. J. Sikorski pędzi bimber, schodzą się tam odbiorcy, znajomi i konspiratorzy.1 W tym pokoju z kuchnią mieszkamy w pięć osób - mama, tatuś, ja i dwie siostry mojej mamy. Na zimę trzeba będzie wnieść tzw. „kozę”. Jest to żelazny piecyk z rurą, którym dogrzewa się mieszkanie węglem. Słowem będzie to pełnia szczęścia. Tatuś przywozi mi do czytania piękne książki - powieści i baśnie dla młodzieży, opowiadania i geograficzne.
Brzydkie w tym roku wakacje. Deszcz leje i leje jak gdyby ubolewał nad światem. Jednak nie pomoże takie ubolewanie, bo coraz gorzej się zanosi. Od dziś nie będziemy mieli proboszcza ks. Zasady, został aresztowany, dziś wiele osób aresztowano i wywieziono (15.VII. 1940 r. ).
26 lipca 1940 r. - zawsze moje imieniny obchodziłam w Tuchli lub Więckowicach u wujka Władka (brat mamy). Na obiad były zawsze kurczaki a na podwieczorek Tort Syberyjski, największy mój przysmak, ale nie tylko mój. Lecz cóż, zagłębiać się w miłych wspomnieniach, gdy rzeczywistość jest okrutna. Byliśmy na odpuście w Grodzisku (kościół pod wezwaniem św. Anny) potem w gościnie u p. Janiny Jankowskie j, ale niestety p. Czesław Jankowski został wywieziony do Oświęcimia. Państwo Jankowscy - to przyjaciele naszej rodziny. Mają dwie córki czarnooką Bożenkę i blondynkę Teresę, wziętą z sierocińca po śmierci ich pierwszej córki Krysi (16 lat po balu w szkole dostała zapalenia płuc i tzw. galopujące suchoty).
28 lipca 1940 r. - Bardzo lubię czytać książki. Tyle jest pięknych i interesujących dzieł i utworów oraz powieści. Zagłębiam się i zapominam o wszystkim. Obecnie czytam Kornela Makuszyńskiego „Panna z mokrą głową” – „Irenka ma 15 lat”. Czytam też Ossendowskiego, Krasińskiego i Sienkiewicza. Dziś rano byłam z Hanią Bartosik u naszego ukochanego nauczyciela Wacława Wdowiaka. Ma wielką czuprynę i chodzi skromnie ubrany. Uczy mnie od V klasy. W szkole był druhem harcerzy a także ma teraz u siebie bibliotekę szkolną, aby Niemcy nie zabrali polskich książek. Reperuje je, oprawia i nadpisuje.
1 września 1940 r. – To już rok wojny. Tego dnia nikt nie wychodził na ulicę. Tyle doznaliśmy przez ten rok wstrząsających przeżyć. Szczęśliwie jesteśmy cali i zdrowi, ale dusza cierpi. Chodzę do szkoły przy ul. Kaprys do 7-mej klasy. Nasza klasa liczy 37 uczniów i mieści się na I piętrze. Mamy 8 przedmiotów - arytmetyka, jęz. polski, przyroda, higiena, religia, śpiew, roboty i gimnastyka. Bardzo wesoło jest w szkole, śmiechy, dowcipy, plotki. Uczymy się teraz z przyrody o mleku i przetworach mlecznych oraz o tłuszczach. Z polskiego uczymy się i przerabiamy „Ojca zadżumionych”.
Wrzesień 1940 r. - Pierwszy raz po wybuchu wojny byłam w Warszawie. Jakże ona się zmieniła. Dworca starego nie ma. Wszędzie widać zbrodniczą rękę wojny. Najgorsze zniszczenia są za Żelazną Bramą. Tam piętrzą się tylko czerwone cegły i sterczą kominy. Jechałam sama kolejką a na Grodzkiej spotkał mnie tatuś. Za Żelazną Bramą robiliśmy zakupy do sklepu. Kupowaliśmy pieprz, herbatę, drożdże i stynki (drobniutkie rybki w 10 kg puszkach), Mimo wojny wystawy są zapchane towarami, łakociami i ubraniami. Są też na wystawach portrety żołnierzy niemieckich, wielkie obrazy malowane na płótnie jak np. kanclerza Hitlera, Ribbentropa, Goeringa i lotników.
18 października 1940 r. - Dziś rano przyszło do szkoły paru oficerów niemieckich. Mierzyli i oglądali klasy. W szkole aż zaroiło się. Dzieci biegały jak opętane, tknięte złym przeczuciem. My tzn. 7-a klasa zebraliśmy się na górze. Chłopcy podnosili w górę krzesła i wygrażali, że nie puszczą do naszej klasy oficerów. Gdy jednak drzwi otworzyły się i weszli barczyste chłopy w siwych mundurach o ogorzałych twarzach a z nimi pan kierownik Kazimierz Uniejewski, bohaterstwo skończyło się na uprzednich pogróżkach. Uczniowie wstali i zrobiła się wielka cisza. Zaczęli mierzyć długość i szerokość klasy a wieczorem już zajęli całą szkołę a nam dali wakacje.
29 października 1940 r. - Mamy nową szkołę przy ulicy Literackiej 10 jednak nie wszystkie klasy mieszczą się u p. Piotra Borkowskiego, część została przeniesiona na plebanię. My 7-ma klasa mamy ładną małą klasę. Nasza klasa jest „na oku”, bo naprzeciwko drzwi do kancelarii i jak zaczynamy hałasować to zaraz zagląda do nas pan Uniejewski. Miejsca do grania w piłkę mamy moc, bo za domem jest cały las.
7 listopada 1940 r. - Mam kłopoty ze sklepem, komorne jeszcze nie zapłacone, utarg jest marny. Zabraniają trzymać wędliny, pieczywo, masło, mleko. Więc czym handlować?! Wszystkie te artykuły należy ukrywać, jeżeli zdecyduje się je mieć. Jeżdżę po zakupy do Warszawy. Mam legitymację szkolną, która trochę chroni przed łapanką lub kontrolą a bilet kosztuje tylko 1 zł.
Żydów w Warszawie odgradzają murem i po pewnym czasie nie będą mogli wychodzić ze swojej dzielnicy.
Dziennik osobisty - 1939-1945 (cz. 1)
Anna Teresa Hładowska | 2007-09-01 12:58:32 |
© Copyright by Towarzystwo Miłośników Milanówka
Wszelkie prawa zastrzeżone! Prosimy nie kopiować!
Zgodnie z zapowiedzią publikujemy pierwszy fragment „dziennika”, który z chwilą wybuchu wojny zaczęła prowadzić młoda mieszkanka Milanówka Anna Teresa Hładowska. Miała wówczas nieco ponad 13 lat. Prowadzenie „dziennika” zakończyła w październiku 1945 r. Dziennik jest bardzo interesującym zapisem wydarzeń w naszym mieście, postrzeganych oczami młodej osoby, która wraz z matką i innymi członkami rodziny znalazła się w nowej rzeczywistości i musiała sobie radzić.
Wszelkie prawa zastrzeżone! Prosimy nie kopiować!
Zgodnie z zapowiedzią publikujemy pierwszy fragment „dziennika”, który z chwilą wybuchu wojny zaczęła prowadzić młoda mieszkanka Milanówka Anna Teresa Hładowska. Miała wówczas nieco ponad 13 lat. Prowadzenie „dziennika” zakończyła w październiku 1945 r. Dziennik jest bardzo interesującym zapisem wydarzeń w naszym mieście, postrzeganych oczami młodej osoby, która wraz z matką i innymi członkami rodziny znalazła się w nowej rzeczywistości i musiała sobie radzić.
Do jej zapisków skrzętnie notowanych w zeszytach dotarliśmy dopiero niedawno. Udało nam się również dotrzeć do autorki, która żyje i mieszka we Wrocławiu. Jej obecne nazwisko to Anna Koch. Wkrótce przyjedzie odwiedzić miasto swojego dzieciństwa i młodości - Milanówek. Wówczas przeprowadzimy z nią i zamieścimy na naszych stronach rozmowę dotyczącą lat wojny, skonfrontujemy wspomnienia z tym co znajduje się w dzienniku.
Następny odcinek dziennika zamieścimy na naszych stronach już za tydzień, a potem kolejne. Całość dość obszernego „dziennika” ukaże się w przygotowywanej do druku kolejnej książce o Milanówku. Będą też interesujące zdjęcia z lat okupacji.
TMM
*
Wakacje w 1939 r. spędziłam z moją mamą i kuzynami Januszem i Leszkiem Taturami u naszej ciotecznej siostry Ireny Ostaszewskiej. Ona i jej mąż mieli majątek ziemski za Jarosławiem, były tam konie, krowy, rzeka, las, pola - słowem wielka wolność dla nas dzieci.
Wielkim przeżyciem dla nas były wypadki po rozpoczęciu wojny 1.09.1.939. Roman Ostaszewski był oficerem Wojska Polskiego i posłem na Sejm. Gdy nastąpił odwrót polskich wojsk w kierunku granicy rumuńskiej, moja siostra z mężem wyjechali swoim samochodem też w kierunku granicy rumuńskiej, zabierając ze sobą Janusza i Leszka. Ja z mamą zostałyśmy na miejscu. Zaraz po ich wyjeździe nadeszło wojsko niemieckie ale na wsi prawie nie było ich widać, raz tylko jadąc do lekarza w sprawie mojej chorej mamy spotkałam pierwszy raz żołnierza niemieckiego, prowadzącego zarekwirowaną krowę. Potem w ogóle nie widziało się Niemców, aż do momentu wycofania się ich z tamtych terenów tj. 22 września a już słyszało się o wkroczeniu Moskali.1
Wielkim przeżyciem dla nas były wypadki po rozpoczęciu wojny 1.09.1.939. Roman Ostaszewski był oficerem Wojska Polskiego i posłem na Sejm. Gdy nastąpił odwrót polskich wojsk w kierunku granicy rumuńskiej, moja siostra z mężem wyjechali swoim samochodem też w kierunku granicy rumuńskiej, zabierając ze sobą Janusza i Leszka. Ja z mamą zostałyśmy na miejscu. Zaraz po ich wyjeździe nadeszło wojsko niemieckie ale na wsi prawie nie było ich widać, raz tylko jadąc do lekarza w sprawie mojej chorej mamy spotkałam pierwszy raz żołnierza niemieckiego, prowadzącego zarekwirowaną krowę. Potem w ogóle nie widziało się Niemców, aż do momentu wycofania się ich z tamtych terenów tj. 22 września a już słyszało się o wkroczeniu Moskali.1
Gdy Moskale wkroczyli, zaraz odbył się rabunek majątku. Ukraińcy ze wsi wdarli się do dworu i zabierali co mogli - porcelanę z kredensu firany, zasłony, tłukąc lustra, szyby i lampy. Wyprowadzali konie, krowy i inny inwentarz łącznie z maszynami rolniczymi.
Ja z mamą byłyśmy w naszym gościnnym pokoju, gdy pod okno podszedł żołnierz radziecki, pytając „kto wy?”, „a gdzie pany?” Na odpowiedź, że właściciele czyli „pany” wyjechali a my jesteśmy gośćmi odpowiedział „uciekajcie, bo was zabiją”. Mama spakowała naszą walizeczkę i przemknęłyśmy się z tyłu domu przez pola, potem do lasu wzdłuż którego doszłyśmy do wsi do domu siostry kucharki. Tam się ukrywałyśmy. Mieszkałyśmy w jednej izbie z gospodarzami. Izba nie miała podłogi tylko klepisko, gospodarze spali na piecu a spałam na drewnianej ławie tzw. bambetlu, który miał w każdej szczelinie setki pluskiew. Pluskwy tak mnie żarły, że ciało moje było pokryte w czerwone centki. Gospodyni była na tyle dobra, że wyniosła kiedyś ten wspaniały mebel na podwórze i parzyła wrzątkiem otwory. Część pluskiew zginęła i już mniej mnie żarły.
Moja mama była chora, prawdopodobnie miała nerwicę żołądka wynikłą z tragicznej sytuacji, w jakiej znalazłyśmy się. W całej wsi pełno było wojska radzieckiego, granicę ustanowiono na Sanie. Byłyśmy odcięte od naszego domu i ojca a o Ostaszewskich i moich braciach słuch zaginął.
Jak potem opowiadała moja siostra Irena, oni jechali w kierunku granicy rumuńskiej i nocowali w jednym majątku u znajomych. Tam w nocy zostali otoczeni przez Moskali, aresztowani razem ze wszystkimi przebywającymi tam uciekinierami i przewiezieni do więzienia w Czortkowie. Moja siostra Irena i Janusz z Leszkiem zostali na wolności. Janusz z Leszkiem przedarli się przez zieloną granicę i wrócili do Milanówka do rodziców. Irena zatrzymała się we Lwowie ukrywając się i pracując jako sprzątaczka i pomoc u krawca.
Ja z mamą ukrywając się przezimowałyśmy na wsi. Doznałyśmy wielkiej pomocy od dobrych, wieśniaków. Miałyśmy ze sobą tylko letnie rzeczy. Otrzymałam od ludzi walonki (wysokie buty z wojłoku), sweter, płaszcz oraz osobiste rzeczy. Wstydziłam się chodzić w tych darowanych rzeczach ale nie miałam wyboru.
Mama przerabiała ze mną kurs VI klasy, aby nie tracić roku, zarabiała korepetycjami a także wróżyła z kart i w ten sposób otrzymywała parę jaj, chleb lub cukier.
Anna Teresa Hładowska
Finansowanie projektów kulturalnych ze środków funduszy strukturalnych - warsztaty
admin | 2007-08-29 12:25:24 |
Archiwum Państwowego Dokumentacji Osobowej i Płacowej zaprasza na warsztaty Finansowanie projektów kulturalnych ze środków funduszy strukturalnych
Celem warsztatów jest podanie podstawowych wiadomości dotyczących funduszy strukturalnych w latach 2007 – 2013 wraz z przybliżeniem podstawowej terminologii, a także podanie prostych, sprawdzonych w praktyce sposobów na poruszanie się po meandrach skutecznego pozyskiwania wsparcia finansowego projektów kulturalnych.
Warsztaty odbędą się dniu 11 września 2007 r.(wtorek) godz. 9.00 w Milanówku przy
ul. S. Okrzei 1.
Program warsztatów:
Godziny zajęć Tematyka
0,5 godziny Wprowadzenie do celów i programu szkolenia.
1 godzina Fundusze Unii Europejskiej i dostępne linie budżetowe:
1,5 godziny Fundusze strukturalne w Polsce 2007-2013:
1,5 godziny Technika projektowania:
1,5 godziny Zagadnienia finansowe w procesie finansowania:
Celem warsztatów jest podanie podstawowych wiadomości dotyczących funduszy strukturalnych w latach 2007 – 2013 wraz z przybliżeniem podstawowej terminologii, a także podanie prostych, sprawdzonych w praktyce sposobów na poruszanie się po meandrach skutecznego pozyskiwania wsparcia finansowego projektów kulturalnych.
Warsztaty odbędą się dniu 11 września 2007 r.(wtorek) godz. 9.00 w Milanówku przy
ul. S. Okrzei 1.
Program warsztatów:
Godziny zajęć Tematyka
0,5 godziny Wprowadzenie do celów i programu szkolenia.
1 godzina Fundusze Unii Europejskiej i dostępne linie budżetowe:
- fundusze strukturalne,
- programy europejskie (Kultura 2007),
- programy zarządzane przez właściwe Dyrekcje Generalne Komisji Europejskiej,
- konkursy jednorazowe Komisji Europejskiej,
- fundusze międzynarodowe i krajowe umożliwiające finansowanie działalności kulturalnej
1,5 godziny Fundusze strukturalne w Polsce 2007-2013:
- programowanie funduszy strukturalnych,
- podstawowa terminologia, system instytucjonalny zarządzania funduszami strukturalnymi,
- Program Operacyjny Infrastruktura i Środowisko Priorytet XII Kultura i Dziedzictwo Kulturowe (Priorytet XII POIiŚ)– cele, przewidywane efekty, tryb przeprowadzania naboru i oceny wniosków,
- kultura w Regionalnych Programach Operacyjnych (prezentacja programu wojewódzkiego właściwego ze względu na miejsce szkolenia).
1,5 godziny Technika projektowania:
- projektowanie,
- cykl zarządzania projektem,
- analizy – matryca logiczna, w tym przygotowanie analizy interesariuszy, analizy celów i analizy strategii,
- analizy SWOT, PEST, poszukiwanie rozwiązań innowacyjnych,
- omówienie formularzy wniosków do funduszy strukturalnych na przykładzie Priorytetu XII POIiŚ,
- wytyczne do opracowania studiów wykonalności dla projektów w ramach priorytetu XII POIiŚ.
1,5 godziny Zagadnienia finansowe w procesie finansowania:
- problematyka finansowa w procesie aplikacji o środki z funduszy strukturalnych w ramach projektów kulturalnych,
- wytyczne do opracowania analiz finansowych obowiązujące w latach 2007-2013,
- wytyczne dotyczące kwalifikowalności wydatków w ramach POIiŚ.


