Dziennik osobisty - 1939-1945 (cz. 4)
© Copyright by Towarzystwo Miłośników Milanówka
Wszelkie prawa zastrzeżone! Prosimy nie kopiować!
1.05.1941 - Już 1 maja, nie można poznać, że to wiosna. Leje bez ustanku, śnieg też spadł. 25 kwietnia chodziłam z Krysią na łąkę po zawilce i inne wiosenne kwiatki. Jeżdżę też systematycznie do Warszawy wożąc chleb i kaszę.
Zanosi się na działania wojenne. Przez Milanówek przejeżdżają pociągi za pociągami załadowane karabinami maszynowymi, działami przeciwlotniczymi, armatami i samochodami. Transporty jadą na Wschód. Wujek Władek pisał, że w Więckowicach pełno wojska i kopią okopy (rejon Jarosławia). Do Milanówka przyjechało 3000 wojska1. Jest obowiązek zaciemniania okien.
W szkole zbieraliśmy pieniądze na imieniny pana Zygmunta Putkiewicza.
W szkole mamy nauczyciela p. Stanisława Martynowskiego - nauczyciela śpiewu, wręczałam mu laurkę w imieniu całej klasy. Po południu składałam życzenia wujkowi Stasiowi Taturowi i wręczyłam 0,25 kg cukru jako upominek. Chodzę codziennie na nabożeństwa majowe i wszystkie modlitwy ofiarowuję za Romka Ostaszewskiego, aby powrócił z łagrów.2 Tak bardzo martwimy się wszyscy o niego, czy żyje?
15.V.1941 r. - Dziś mamusi imieniny. Rano zasłałam stół serwetą i płożyłam laurkę z prezentami. Gdy mamusia wstała, mówiłam wiersz własnego układu następnie dałam pudełko czekoladek, od tatusia była butelka wina i narcyzy, ulubione kwiaty mamusi. Wieczorem przyszła p. Sikorska i inni goście i była gorąca kolacja.
22.V.1941 r. - Sklep prosperuje teraz dobrze. Kupiłam sobie drewniaki, zupełnie dobrze w nich się chodzi. Jeżdżę co drugi dzień do Warszawy. W Warszawie jest teraz mnóstwo niemieckiego wojska. Przez Aleje Jerozolimskie idą całe pułki, aby przejść przez ulicę trzeba czekać co najmniej 15 minut.
12.VI.1941 r. - Dziś poszłam zapisać się do Szkoły Handlowej. Trzeba będzie zdawać egzamin i płacić czesne 70 zł wpisowe 30 złotych a egzamin 25 zł. Bardzo dużo to wszystko wynosi, ale młodzież otrzymuje legitymacje, które często chronią przed wywózką do Niemiec na roboty.
22.VI.1941 r. - Dziś wybuchła wojna o godz. 3-ciej w nocy między Związkiem Radzieckim a Niemcami. W Milanówku i w całej Generalnej Guberni kazali kopać rowy, schrony i zaciemniać wieczorem okna.
Wczoraj tzn. w sobotę wywiesili plakaty, aby ludność polska rejestrowała się miedzy godz.14.00 a 16.00 w wieku od 14 do 60 lat.
23.VI.1941 r. – Słychać było odgłosy bitew czy bombardowań. Chodzą wersje, że Niemcy zajęli Brześć n/Bugiem i Przemyśl a Moskale odchodząc palą wszystko i niszczą nasze ziemie. Między godz. 6-ą a 7-ą została zbombardowana Warszawa Okęcie, most Poniatowskiego, Dworzec Wschodni.
28.VI.1941 r. - Zakończenie roku szkolnego. Już od tygodnia cała nasza klasa składała mąkę, cukier, jajka i pieniądze. Jest taka tradycja, że gdy 7-ma klasa opuszcza szkołę, to urządza pożegnalną herbatkę. Moja mamusia upiekła całą skrzynkę ciastek. P. Putkiewicz przywiózł chleb z Warszawy, w Milanówku kupiliśmy wędliny. O godz. 10.00 cała szkoła poszła na mszę św. Po mszy pan wybrał delegatów - mnie i Krysię Biegajczyk oraz Kazika Brodowicza, abyśmy zaprosili gości na naszą uroczystość. Poszliśmy do Proboszcza ks. Modzelewskiego i do ks. Prefekta Bączka a następnie zaprosiliśmy całe grono nauczycielskie na godz. 3 po południu. Ja z koleżankami i kolegami ustawiliśmy stoły i stołki i robiliśmy kanapki. Bardzo dużo było kanapek i ciasta, były nawet truskawki. Kanapki były z kiełbasą, pasztetówką i rzodkiewkami. Gdy już wszystko było gotowe przyszli goście.
W czasie podwieczorku były wygłoszone przemowy przez kilka dziewczynek, następnie przemawiał p. Kierownik i ks. Proboszcz . Pan kierownik Uniejowski mówił, że w nas młodzieży została nadzieja wyzwolenia ojczyzny, że musimy się starać nienagannym zachowaniem i w nauce robić postępy aby nie gnębić narodu złymi postępkami. Ksiądz zaczął przemowę od tych słów: „Piękne są u was kwiaty na stołach, smaczne ciastka i kanapki ale najpiękniejsza jest chwila, którą przeżywamy itd.” Następnie zostały rozdane cenzury, otrzymałam bardzo dobrą cenzurę, bo miałam tylko jedną czwórkę z rysunku. Gdy goście rozeszli się, posprzątaliśmy i poszliśmy grać w piłkę. Tak zakończył się rok szkolny i 7 lat nauki. Wróciłam o 7 do domu. Bardzo żałowałam p. Putkiewicza, że nie będzie nas uczyć.
2.VII.1941 r. - Przeżywam obecnie bardzo ważne chwile. Zdaję do Gimnazjum, ewentualnie do Szkoły Handlowej, Wczoraj we wtorek był egzamin ustny a w poniedziałek pisemny. Na egzaminie pisemnym z polskiego było wypracowanie do wyboru, pt. „Praca w moim ogródku”, „Jakie znam obyczaje wsi”, „Jakiego człowieka mogę nazwać bohaterem”. Na egzaminie ustnym odpowiadałam z arytmetyki, polskiego, przyrody i geografii. W klasie były poustawiane stoliki i przy każdym z nich trzeba było odpowiadać.
26.VII.1941 r. - Dziś moje imieniny, ale nie były tak wesołe jak w latach ubiegłych. W nocy do piwnicy weszli złodzieje i ukradli cały obiad, masło i jarzyny. Rano byłam w kościele u komunii św. Gdy wróciłam zastałam mały stolik zastawiony prezentami. Otrzymałam 50 zł na wpisowe do szkoły, spinki do warkoczy, książkę do nauki języka niemieckiego.
Anna Teresa Hładowska, 2007-09-30 10:49:44