Dziennik osobisty - 1939-1945 (cz. 5)
© Copyright by Towarzystwo Miłośników Milanówka
Wszelkie prawa zastrzeżone! Prosimy nie kopiować!

1.VIII. 1941 r.
- Do Warszawy jeżdżę teraz sama, bo tatuś wyjechał. Teraz w Warszawie jest wszystko taniej, więc przywożę z Hali Koszykowej słoninę i chleb. Niemcy posuwają się z wielką szybkością na wschód - już jest zajęty Lwów, Wilno, Grodno. Opisują w gazetach, że w tych miastach przy wycofywaniu się wojsk radzieckich odbywają się okropne mordy. Podobno Polakom obcinają ręce i nogi oraz palą wsie.

19.VIII.1941 r. - Mamusia, ja i ciocia Hela pojechałyśmy do Wołomina do p. Żygendowej (znajoma moich rodziców), która jest wysiedlona z Redy koło Gdańska tzn. z Pomorza, wielka u nich bieda nie mają co jeść ani z czego żyć. Stasia1 jest moją rówieśniczką, jej ojciec został przez Niemców aresztowany i ślad po nim zaginął. Stasia chodzi na stację i kradnie węgiel, aby miały czym palić w piecu. Nocowaliśmy u nich a następnego dnia pojechałyśmy do Warszawy, aby zrobić zakupy. W pociągu było okropnie, pełno handlarzy z bańkami i tobołami. Niektórzy jechali na stopniach pociągu a pociąg wyglądał jak obwieszony mrówkami.

1.IX.1941 r. - Szkoła Handlowa. Rano odbyła się uroczysta msza św. Na rozpoczęcie roku szkolnego ks. Proboszcz Jerzy Modzelewski, zwany popularnie „Aniołkiem”, wygłosił bardzo interesujące kazanie „O dobrym zachowaniu się ucznia Polaka w szkole i wszędzie”. Następnie poszliśmy do szkoły. Dziwne miałam uczucie wchodząc do nowej szkoły. Nasza klasa wydała się mi jakaś zimna nie przytulna i brzydka a koleżanki nieprzyjazne. Jedynie wychowawczyni2 była milutka z dziecinną buzią, chodzi cichutko jak kotek. Podała nam wszystkie przedmioty szkolne: stenografia, nauka pisania na maszynie, korespondencja handlowa, arytmetyka handlowa, buchalteria, organizacja, religia, towaroznawstwo, jęz. niemiecki, technika reklamy, gimnastyka. Prawie wszystkie przedmioty są dla mnie nieznane, więc początki będą trudne. Co dwa tygodnie będziemy otrzymywać dzienniczki ze stopniami.

1.XII.1941 r. - Nie pisałam 3 miesiące, jest to długi okres czasu ale zleciał jak jeden dzień. Pamiętnik mój leżał pod stosami książek a ja o nim zupełnie zapomniałam. Czas zszedł mi na nauce i drobnych rozrywkach. Początki nauki w I klasie Szkoły Handlowej były trudne. Nie mogłam połapać się w stenografii, towaroznawstwie, lecz z biegiem czasu wszystko się wyrównało i uczę się dobrze, jeszcze nie miałam żadnej dwójki w życiu. W szkole jest bardzo przyjemnie i wesoło. Moją najlepszą koleżanką, jest Basia Sucharska, siedzimy razem i psocimy razem, raz urządziłyśmy razem figiel, który nie bardzo dobrze się skończył. Schowałyśmy tablicę do stenografii za piec. Chłopcy z 1 b potrzebują tablicę a jej nie ma. Zamieszanie w całej szkole tablica zginęła. Chłopcy cieszą się, że lekcja stenografii upływa na szukaniu a my zadowolone, że nie mogą, znaleźć. Wtem do klasy wpada wychowawczyni chłopców (ruda sowa) i zaczyna krzyczeć, że my schowałyśmy tablicę, ona musi się znaleźć, idzie za piec i z triumfem wyciąga tablicę. Nasza wychowawczyni miała po lekcjach z nami rozprawę. Ach, jakie to było przykre. W klasie była złowróżbna cisza i wychowawczyni pyta - kto  to zrobił. Trącam Baśkę ona mówi, że nic nie powie, wiec i ja nic. I tak siedzimy i patrzymy na wychowawczynię a ona na nas. Wreszcie ja do Baśki, że tak dalej nie może być, że musimy się przyznać, no i wstajemy i przyznajemy się. Ona dała nam porządną nauczkę i przebaczyła tylko dlatego, że przyznałyśmy się. Stałam i słuchałam z pokorą winowajczyni. Czułam wzrok wszystkich na sobie i było mi trochę wstyd. Szczęście, że na tym się skończyło. Długo wspominałyśmy z Basią to wydarzenie. W szkole jest  bardzo wesoło.

30.11.1941 r. - Razem z Basią Sucharską i Alinką Olesińską wróżyłyśmy. W ten wieczór czułam w powietrzu jakaś tajemniczość i zabobonny strach. Przystawiałam do ściany spalony kawałek papieru i cień jego na ścianie wróżył mi co mnie czeka. Ukazywały mi się szeregi wojska, czołgi, armaty - słowem wojna, na końcu ukazała mi się czapka Moskala. Następnie brałyśmy 3 talerze i pod każdy kładłyśmy korek, symbolizujący starą pannę, obrączki i różaniec, następnie pisałyśmy kartki z imionami męskimi, aby włożyć pod poduszkę i w nocy wyciągnąć. Puszczałyśmy też igły na talerzu z wodą.

10.12.1941 r. - Wypadki dziejowe toczą się szybko, jedne po drugich coraz ciekawsze. Na początku września znowu była bombardowana Warszawa, nie wiadomo kto i co? W tych dniach Ameryka wypowiedziała wojnę Japonii, a Włochy i Niemcy Ameryce. U nas znów były okropne łapanki.

24.12.1941 r. - Wigilia przeszła przyjemnie. Miałam choinkę. Od Mikołaja otrzymałam .2 książki „Stara Baśń” oraz „W pustyni i w puszczy” wodę kolońską i broszkę.
Anna Teresa Hładowska, 2007-10-06 08:25:01