15 sierpnia Kościół katolicki w Polsce obchodzi Święto Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny (zwane również świętem Matki Bożej Zielnej). Dzień ten to również Święto Wojska Polskiego obchodzone w rocznicę bitwy warszawskiej w 1920.
W kwietniu 1920 r. ojciec bierze udział w wyprawie kijowskiej, w lipcu w szeregach swojego pułku walczy z kawalerią Budionnego pod Białopolem, Chrupaniem, Dubnem, a następnie w bitwie pod Brodami - to początek sierpnia 1920 r. Podczas walk z kawalerią Budionnego w okolicach Dubna, ojciec zostaje poważnie kontuzjowany. W bitwie nad Wkrą i pod Sarnią Górą, traci dowódcę pułku i wszystkich dowódców batalionów. Sam szczęśliwie wychodzi obronną ręką z różnych trudnych sytuacji, kiedy jego życie prawie „wisiało na włosku”.
Pułk ojca nieoczekiwanie wycofują w okolice Warszawy, gdyż zbliża się wielki atak Rosjan na stolicę. Pociągi wypełnione wojskiem docierają jeszcze w porę w okolice Warszawy. „Jedziemy do Modlina – zanotował w pamiętniku ojciec – szykować obronę Warszawy, po paru dniach jesteśmy przygotowani do walki. Dają nam krótki odpoczynek. Nie trwa to długo. Nadchodzi czas walki. Wybiła decydująca godzina, rozpoczyna się wielka ofensywa sowiecka. Rosjanie non stop atakują nas przez dwa tygodnie, krew się leje, padają zabici, jest wielu rannych. Wojsko głodne, brak pożywienia, lufy armat rozgrzane od strzałów. Bronimy się dzielnie, w pierwszych szeregach generałowie z Hallerem na czele dodają nam otuchy, zagrzewają do walki. Można odnieść wrażenie, że siły sowieckie są przeogromne. Jednak nie załamujemy się nawet na moment. Wśród nas krąży wieść o odważnym ks. Skorupce1, który w pierwszej linii walki z krzyżem w ręku, ramię w ramię z szeregowcami, zagrzewa do walki. Nie ustępujemy, przecież mamy świadomość, że od nas zależy los Warszawy. Wielu z nas ginie, to setki, a nawet tysiące żołnierzy. Nadchodzi 20 sierpnia i wiemy już, że nasz wysiłek nie poszedł na marne, ponieważ szeregi bolszewików się załamują, część z nich ucieka w kierunku Prus Wschodnich. Podążamy za nimi. Pędzimy ich aż do Mińska Litewskiego. Wreszcie dowiadujemy się o podpisaniu traktatu pokojowego. Nasz pułk wyjeżdża do Augustowa i wkrótce zwolnią nas do cywila. Ale zanim to nastąpi, czekają nas jeszcze walki.”
We wrześniu 1920 r. pułk toczy boje na Wołyniu pod Kowlem. Ostatni duży bój bitewny 145. Pułku Piechoty Strzelców Kresowych, w którym uczestniczy mój ojciec to zdobycie Łunińca. Kiedy czytam zapiski ojca, rysuje mi się przed oczami straszliwy obraz toczących się tam krwawych walk. Z jednej strony Rosjanie, z drugiej - Kozacy. Ojciec po upływie lat wiele razy wspominał błagania miejscowej cywilnej ludności polskiego pochodzenia, kiedy wojsko polskie musiało się wycofać „Zabierzcie nas ze sobą, bo jak zostaniemy, to nas wymordują.” W swoim dzienniku m.in. zanotował: „Szlachta polska z majątków wycofuje się z nami razem z rodzinami. Wielu z mężczyzn wstępuje do wojska. W pamięci utkwiła mi scena, kiedy przechodziliśmy obok kościoła polskiego, a była niedziela. Jak nas zobaczyli ludzie wychodzący po mszy św., zaczęli wołać ‘zabierzcie nas, bo nas wymordują!’ Pomogliśmy im dostać się do granicy w Brodach.”
Szeregowiec Marcin Kubek
Mieszkaniec Milanówka
2 października 1920 r. zostaje rozbita brygada bolszewicka, 145 Pułk Piechoty zdobywa chorągiew sowieckiego pułku piechoty, pociąg sanitarny i jeńców. Straty po stronie polskiej były duże. „Żołnierze są już mocno przemęczeni udziałem w walkach – wspomina w pamiętniku ojciec – dlatego też z zadowoleniem witają podpisanie rozejmu między Polską a Sowietami, co ma miejsce w dn.18.10.1920 r.”